Tradycje pszczelarstwa na ziemi bocheńskiej są bogate i sięgają setek lat. Pszczoły były obecne na tej ziemi od zawsze. Były i są sprzymierzeńcami rolników i sadowników. W Małopolsce, podobnie jak w innych regionach, pszczelarstwo powstało z dawnego bartnictwa. Później barcie zastępowane były kłodami, wydłubanymi z pni drzew, które ustawiano w pobliżu gospodarstw. Nazywano je „duplami”, „pniokami” lub „okrąglokami”. Określenia te używane są także współcześnie, np. „pniem” nazywamy dziś ul zasiedlony rodziną pszczelą. Przed I wojną światową niemal w każdej małopolskiej wsi było po kilka pasiek. W okresie międzywojennym kłody ustępowały miejsca ulom skrzynkowym zbijanym z desek. Najstarsze z nich nazywane były „Słowianami” wyposażonymi w ruchome ramki. Część z nich dotrwało do naszych czasów. Można je oglądać w wielu pasiekach jako eksponaty muzealne. Pamiętam niewielką pasiekę mojego ojca. W latach pięćdziesiątych były tam jeszcze ule słowiańskie i proste narzędzia do obrządku pszczół.

Lata przedwojenne i powojenne, na bocheńszczyźnie, przyniosły istotny postęp w chowie i hodowli pszczół. Znaczącą rolę miał tu Mieczysław Rojek z Proszówek. W okresie powojennym znacząca rolę w upowszechnianiu nowoczesnego pszczelarstwa, doskonaleniu ras i wdrażaniu do praktyki inseminacji i inseminowanych matek pszczelich odegrał dr inż. Antoni Chwałkowski z Bochni, pracownik naukowy Wyższej Szkoły Rolniczej w Krakowie, kierownik Pasieki Doświadczalnej w Zagórzycach / dzisiaj teren miasta Brzesko/, w której wybitni fachowcy wdrażali inseminację matek z przeznaczeniem do chowu masowego. Prowadził także w Bochni swoją dużą pasiekę, zajmując się równocześnie hodowlą i unasienianiem matek. Podwaliny bocheńskiego pszczelarstwa tworzył także mgr inż. Mieczysław Fielek oraz wielu innych, znakomitych fachowców.

Dzisiaj przybyło pasiek, których właściciele zajmują się wyłącznie pszczelarstwem. Największa pasieka na ziemi bocheńskiej ma 500 rodzin pszczelich, są też pasieki liczące po 200 pni. Większość pasiek ma po kilkadziesiąt uli.

fot. www.pszczelipark.pl Najważniejszym produktem pszczelim jest miód. Szczególne walory biologiczne i żywieniowe ma miód spadziowy. Jest on wartościowym produktem, którego walory znają najbardziej wytrawni konsumenci. Miód ten został wpisany w dniu 30 stycznia 2008 roku na - prowadzoną przez Ministra Rolnictwa - Listę Produktów Tradycyjnych, w kategorii Miody: "Małopolski miód spadziowy"

Jak twierdzą znawcy, charakterystyczna dla miodu spadziowego jest nieprzewidywalność jego występowania. Może się pojawiać już w maju, we wrześniu, albo też wcale. Średnio występuje co 2 lata, ale naprawdę bogate zbiory zdarzają się co 5-10 lat. Pojawia się także czasem w pewnych tylko miejscach. Wcześniej miód spadziowy nie był specjalnie odróżniany od innych rodzajów miodu. Dopiero badania naukowe przeprowadzane zwłaszcza w drugiej połowie XX wieku wykazały, że ma on niezwykle cenne właściwości lecznicze i odżywcze, w tym bardzo silne działanie antybiotyczne, wysoką zawartość mikro- i makroelementów, enzymów, kwasów organicznych i aminokwasów, w stosunku do miodów nektarowych. Przeważnie zawiera też mniej wody niż miody nektarowe. Ta mnogość składników biologicznie aktywnych miodu spadziowego warunkuje jego częste wykorzystanie w żywieniu, profilaktyce i lecznictwie. Produkt ten, ze względu na swą dużą wartość dla zdrowia człowieka i uniwersalne zastosowanie, nazywany jest często miodem królewskim albo papieskim. Małopolski miód spadziowy był, począwszy od 1978 roku, corocznie ofiarowany naszemu rodakowi, papieżowi Janowi Pawłowi II przez pszczelarzy małopolskich pielgrzymujących do Rzymu. W przeszłości miód podbierano z pni/ówczesnych uli/ w różnych porach. Aż do początków XX wieku najczęściej podbierano go dopiero w Wielki Piątek, czyli zabierano to, co zostało po przezimowaniu rodzin pszczelich. Wyjątkowo podbierano miód także w lipcu lub sierpniu. Do I wojny miód wycinano razem z plastrami i oddzielano od wosku poprzez podgrzewanie, lub nawet gotowanie, dopiero potem, po wprowadzeniu ula ramowego, zaczęto używać miodarek. Uzyskany miód częściowo sprzedawano, częściowo używano na własne potrzeby do słodzenia czy jako lekarstwa na różne choroby (kaszel, chrypka, reumatyzm, choroby gardła) Miód jako pokarm używany był dawniej do słodzenia potraw przy szczególnych okazjach. Jako lekarstwo używano go na przeziębienie. Do picia podawano gorące mleko z masłem i miodem lub wódkę z miodem i czosnkiem. Wierzono, że może leczyć jedną z najgroźniejszych wówczas chorób – gruźlicę.

O aktualnym stanie i problemach bocheńskich pszczelarzy rozmawiam z prezesem bocheńskiego Koła Pszczelarzy i równocześnie czynnym pszczelarzem prowadzącym, od ponad 40 lat, pasiekę we wsi Proszówki k/Bochni: p. mgr Wiesławem Salamonem.

Wacław Majcher - Jaka jest kondycja bocheńskiego pszczelarstwa?

Wiesław Salamon: Ubywa pszczelarzy i rodzin pszczelich. Okresowo jest pod dostatkiem pożytku pszczelego, mamy względnie czyste siedliska przyrodnicze przydatne do lokowania pasiek wędrownych. Z nieznanych do końca powodów giną pszczoły, ubywa rodzin. Potrafimy zwalczać choroby u pszczół, występują jednak inne przyczyny wyniszczające rodziny pszczele. Nad tymi przyczynami pracują lekarze weterynarii, uczeni. Obok nas funkcjonują pszczelarze niezrzeszeni w kołach. Nie uczestniczą oni w szkoleniach, prowadza po swojemu pasieki. Jest prawdopodobne, że zła gospodarka pasieczna w tych gospodarstwach, zła wymiana i dobór matek, powodują kłopoty w pasiekach profesjonalnych. Aktualnie funkcjonuje w powiecie ok. 60 gospodarstw pszczelarskich, skupiających blisko 2 tys. rodzin pszczelich. Mamy dobrą współpracę z sadownikami i rolnikami. Panuje tu wzajemne zrozumienie, chociaż zdarzają się przypadki lekceważenia przez rolników terminów i okresów prewencji przy stosowaniu pestycydów.

W.M. – Jak Koło pomaga pszczelarzom?

W.S. - Przede wszystkim chcemy prowadzić uczciwą grę rynkową. Nasz produkt musi być najwyższej jakości, bezpieczny, czysty, prosto z ula, bez „ulepszeń”. Obserwujemy, niestety, napływ wątpliwej jakości miodów z kraju i zagranicy. Chcemy, aby nasze miody były najwyższej jakości. Muszą być droższe, ale standardowe. Sprawy te są przedmiotem szkoleń i narad, jakie Koło odbywa kilka razy w roku. Mamy swój dom pszczelarza w Tarnowie, mamy swoich solidnych dostawców materiału hodowlanego i sprzętu pszczelarskiego. Uczestniczymy w szkoleniach organizowanych przez Polski Związek Pszczelarski. Nawiązujemy kontakty handlowe z hurtowniami i rozlewniami miodu. Zbyt miodu do rozlewni nie jest opłacalny. Otrzymujemy niskie ceny, które trzeba rekompensować przychodami ze sprzedaży bezpośredniej. Przywiązujemy najwyższą wagę do „czystości” produktu, eliminujemy z naszego grona ludzi nieuczciwych. Pilnujemy, aby nasz produkt był przyjazny konsumentom. Bocheńskie Koło Pszczelarzy zrzeszone jest w Pogórskim Związku Pszczelarzy w Tarnowie. Należą do niego również Koła w: Bochni, Nowym Wiśniczu, Lipnicy Murowanej, Żegocinie i Drwini.

WM. - Jaki jest bocheński miód spadziowy?

W.S. - Nasz miód spadziowy był królem miodów i tak pozostanie. Znane były jego zalety zdrowotne ze względu na zawartość mikroelementów, związków antybiotycznych, łatwo przyswajalnych cukrów oraz białek. Do dzisiaj tak zostało. Jest on bardzo preferowany na rynku. Uzyskuje też niezłą cenę. Bocheńskie miody mają swoją markę. Pochodzą z czystych terenów. Pasieki lokalizowane są z dala od tras komunikacyjnych. Nie ma u nas przemysłu zatruwającego środowisko. Ograniczona chemizacja rolnictwa i sadownictwa sprzyja pozyskiwaniu dobrych produktów. Miód spadziowy znajduje szybko nabywców. Jest dość wysoka świadomość konsumentów. Chcemy, aby kochające mamy i babcie wybierały dla swoich pociech miód i produkty pszczele zamiast namiastek żywności, które zalewają rynek. Będzie to z pożytkiem dla wszystkich.

Zwiedzamy pasiekę P. Wiesława Salamona. Rzędy uli ustawionych na równym terenie nad Rabą, nieco cienia od drzew owocowych, starannie przycięty trawnik. Spokojny, jednostajny szum przelatujących pszczół. Bliżej drogi, budynek mieszkalny. Pan Wiesław prowadzi do swojej pracowni gdzie odbywa się pozyskiwanie i rozlewanie miodów. Wszędzie zapach miodu i wosku. Spokój. Pan Wiesław ze swadą opowiada o problemach pszczelarstwa bocheńskiego i polskiego. Widzę Jego pasję w tym, co robi.

Spędziłem w pasiece kilka godzin na rozmowie z gospodarzem i podglądaniu pszczół. Wyniosłem z tego spotkania naukę jak ważną funkcję, obok produkcji miodu i innych produktów, pełnią pszczoły w przyrodzie. Wiem na pewno, że ich zachowanie kształtuje zachowanie osób przy nich pracujących. Pszczoły uczą pokory. Nauka ta przydałaby się wielu osobom, rozkrzyczanym, zabieganym często bez ładu oraz uciążliwych dla ducha innych.

Wacław Majcher