Małopolskie pszczelarstwo to ponad 5000 pszczelarzy zorganizowanych w kilku związkach pszczelarskich, a także niezrzeszonych. Utrzymują oni około 80 000 rodzin pszczelich. Warto docenić ich pracę, bowiem produkty pszczele to zaledwie 10 % wartości pracy pszczół. O wiele większą wartość ma praca pszczół jako zapylaczek przyczyniających się do wzrostu plonu większości roślin uprawnych a także do utrzymania różnorodności roślin dziko rosnących.

Niestety ostatnie lata nie są sprzyjające dla pszczół i pszczelarzy. Walczą oni z różnymi chorobami, jakie ostatnio opanowały z wielkim nasileniem pasieki w całym niemal świecie. Na przykład w USA zginęło 50 -90 % rodzin, podobnie jest w wielu rejonach Niemiec. Oprócz znanych już chorób w rodzaju nosemozy czy warrozy od kilku lat pszczelarze na całym świecie zmagają się z wirusami atakującymi rodziny.

Wirusów tych w Polsce stwierdzono już 7, a niektóre z nich jak np. ostry czy chroniczny paraliż pszczół powodują ogromne straty w pasiekach. Trzeba też dodać, że na większość tych chorób nie ma żadnego lekarstwa, a więc pszczelarzom pozostaje tylko profilaktyka zdrowotna pszczół.

Te światowe kataklizmy nie oszczędzają także pasiek małopolskich pszczelarzy. W ciągu kilku ostatnich lat ponieśliśmy także wielkie straty w pogłowiu. Zdarzało się, że zagładzie ulegało w niektórych pasiekach 30, 50, a nawet ponad 80% rodzin. Oznacza to wielkie straty w produkcji miodu, zapylaniu roślin, a także wzrost wydatków na utrzymanie i odbudowę pasiek. Pszczelarze nasi nie poddają się jednak. Wielkim nakładem pracy odbudowują swoje pasieki. Istotną pomocą są fundusze unijne, w ramach, których refundowany jest zakup leków, matek pszczelich i nowych rodzinek tzw. odkładów.

Kolejnym problemem jest ogromna konkurencja na rynku miodów. Do Polski sprowadzane są rocznie tysiące ton miodu z całego niemal świata. Ich niska cena /np. miodów chińskich, czy słowackich/ powoduje, że konsumenci nabywają produkty o niskiej wartości, często zawierające niedozwolone lub nawet szkodliwe substancje, lub też fałszowane cukrem czy inwertami albo też zwyczajnie niesmaczne. Z wielu względów są one także często zupełnie nieprzydatne jako domowe środki lecznicze przeciwko przeziębieniom, chorobom alergicznym itp.

Aby promować lokalną produkcję pasieczną Wojewódzki Związek Pszczelarzy w Krakowie wystąpił z wnioskiem o uznanie małopolskiego miodu spadziowego za produkt tradycyjny. Podobny wniosek złożył Karpacki Związek Pszczelarzy w Nowym Sączu odnośnie sądeckiego miodu spadziowego. Wnioski te umotywowane merytorycznie i historycznie rozpatrzone zostały pozytywnie i z dniem 30 stycznia b.r. miody ten zostały wpisane na krajową listę produktów tradycyjnych prowadzoną przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Znalazły się tam w towarzystwie takich małopolskich specjałów jak np. oscypek, śliwowica łącka, bunc, sól wielicka czy balsam kapucyński.

Zgoda na używanie znaku „Małopolski Miód Spadziowy - Produkt Tradycyjny” i „Sądecki Miód Spadziowy” udzielana jest małopolskim pszczelarzom, którzy spełnić muszą określone regulaminem wysokie wymogi jakościowe.

Zachęcam zatem czytelników do poszukiwania tych najlepszych produktów pszczelich. Najlepiej zaopatrywać się bezpośrednio u zaufanego pszczelarza. Mamy wtedy gwarancję nabycia produktu wytworzonego w najbliższym nam środowisku, co jest bardzo istotne ze względów zdrowotnych, a także wspieramy lokalną produkcje pasieczną /miód owszem można importować, ale pszczoły z Chin nie przylecą zapylać naszych sadów/.

Unikać zaś należy zwłaszcza produktów niewiadomego pochodzenia, podejrzanie tanich, albo też pozbawionych etykiety czy adresu producenta-pszczelarza, jakie oferowane są czasem na rynku.

Jan Ślósarz